Ambassada – słaba komedia późnego Machulskiego


Kadr z filmu Ambassada Juliusza Machulskiego
Kadr z filmu Ambassada Juliusza Machulskiego 
  • Komentuj
  • Drukuj
  • Podziel się

Dla większości widzów z mojego przedziału wiekowego i w górę (34 l.), istnieją cztery żelazne klasyki Juliusza Machulskiego: Vabank (I i II), Seksmisja i Kingsajz. Komedie te są nie tylko dobre, one stanowią po prostu część kanonu polskiego kina, punkt odniesienia dla późniejszych produkcji. Pozycje te znane są nie tylko w naszym kraju, ale różwież kojarzone są za granicą, a przynajmniej w Czechach. Ilekroć mam okazję rozmawiać z pewnym moim znajomym Czechem, skąd innąd miłośnikiem czeskiego kina, rozmowa schodzi właśnie na Machulskiego – te cztery wielkie komedie kojarzy on bardzo dobrze i bardzo miło wspomina, podczas gdy inne jego dzieła, gdzieś tam widział, ale nie pamieta nawet ich tytułów. Oczywiście wielu powie, że Killer czy Pieniądze to nie wszystko nie były aż takie złe. Zgadzam się, Killer był wręcz dobry, a Pieniądze to nie wszystko przeciętne. Jednak do formy owych pierwszych produkcji, Machulski już nigdy nie wrócił.

Oglądając Ambasssadę miałem wrażenie, że wręcz zapomniał już na czym polega dobra polska komedia. Otóż dobra polska komedia, polega na tym, że nie jest luźnym zbiorem amerykańskich gagów, tylko, że cały jej świat przedstawiony i fabuła tworzy pewną logiczną całość, która po prostu bawi jako taka, a dodatkowo i jakby na tle tej zabawnej całości śmieszą nas poszczególne sceny. Widać to dobrze na przykładzie Seksmisji. „Kobieta mnie bije”, „A może Maria Curie-Skłodowska też?” albo nawet „Nie krępuj się Albercik. Usta-usta.” stały się powiedzeniami kultowymi, bo były osadzone w kontekście. Używając ich później umiejętnie w towarzyskiej rozmowie można było wzbudzić wesołość, bo zwracało się wszystkim uwagę na pewien narzucający się konkretny aspekt danej sytuacji. Czy któraś ze „scenek” Ambasady może stać się kultowa? Nie ma na to szans. Siądę na kiblu i będę udawał Hitlera? A może będę udawał Hitlera bez wąsów? Czy powiem, że miejsce kobiety jest w kuchni? Nie, a to dlatego, że większość gagów w Ambasadzie polegała na przywołaniu dość prostych  i uniwersalnych skojarzeń, które nie zostały odpowiednio inteligentnie wkomponowane w fabułę. Były po prostu za bardzo wysilone. Zaś te, które od biedy można nazwać dowcipem sytuacyjnym, były tak banalnie oczywiste, że nie wywołały u mnie nawet lekkiego uśmiechu. Aby było śmiesznie, nie wystarczy zagrać Hitlerowi z założonym na głowę workiem Havę Nagilę na saksofonie — litości!

Oczywiście, sam pomysł przenoszenia się w czasie pomiędzy współczesnością a rokiem 1939 za pomocą windy – łącząc w ten sposób czasowo dwie rzeczywistości, był ciekawy. Można było na nim zbudować naprawdę interesującą historię. Ciekawy był pomysł zaangażowania Adama Darskiego do roli Ribbentropa. Sprawdził się on, według mnie, całkiem nieźle jako aktor. Dość dobrym wyborem było również zaangażowanie Roberta Więckiewicza jako Hitlera. Na zdecydowaną pochwałę zasługuje również to, że Niemcy w filmie mówili po niemiecku, a na ekranie pojawiały się wtedy polskie napisy — doskonale komponowało się to, ja zwykle, z umundurowaniem. Było zatem na czym budować. Wszystkie wymienione powyżej elementy mogłyby, gdyby tylko zintegrować je z dobrym scenariuszem i dobrymi dialogami, stworzyć naprawdę niezły klimat.

Niestety, Machulski zapomniał jeszcze o innej zasadzie dobrego kina. Zasada ta mówi, że dobry film musi mieć co najmniej dwa zasadnicze zwroty akcji. Czyli przykładowo: dobrzy wygrywają, później ktoś robi coś źle, sprawa się sypie i źli czasowo wysuwają się na prowadzenie, za jakiś czas, przez przypadek albo dzięki jakiemuś błyskotliwemu pomysłowi, znowu przewagę zyskują dobrzy … W „Ambassadzie” zastosowano jedynie jakieś pół-zwroty. Generalnie będę się upierał, że sytuacja, z wyjątkiem momentów, w których Otto celował w Melanię i Przemka z karabinu maszynowego, była cały czas pod kontrolą sił dobra, czyli Polaków. Od czasu do czasu coś rzeczywiście szło nie tak i następowało pewne przesilenie – bijatyka lub strzelanina, jednak nie zmieniało to w jakimś znaczącym sensie „układu sił”. Takie właśnie pół-zwroty. Miałem, na przykład, nadzieję, że gdy Niemcy odkryją zniknięcie Hitlera, od razu przejadą się windą na górę, sprawdzić, czy nie znalazł się on u Polaków w XXI wieku – albo, że chociaż pomyślą o tym. Ribbentrop wiedział już, że „na górze” mieszka polskie małżeństwo, które posiada odlotowe urządzenia z przyszłości i w ogóle w tej przyszłości przebywa — z balkonu u nich widać było przecież XXI-wieczną Warszawę.  Jednak, gdy znika Hitler, Ribbentrop razem ze wszystkimi rozważa: gdzie on może być, no gdzie? Bo przecież na pewno nie mogą mieć nic wspólnego z jego zniknięciem dziwni polscy sąsiedzi z góry. Po pewnym czasie Niemcy rzeczywiście się tego domyślają i pojawiają się w przyszłości, piętro wyżej. Wtedy zresztą po raz kolejny zacząłem mieć nadzieję, że do jakiegoś zasadniczego zwrotu akcji dojdzie. Niestety postrzelali sobie, zginęli i zostali zrzuceni z okna, oczywiście na dół – czyli w przeszłość. Podobnie miałem nadzieję, że do jakiegoś istotnego „przewrotu” dojdzie, gdy Otto więziony razem z Hitlerem w przyszłości, zdołał się wyswobodzić. Niestety po przedłużanej niepotrzebnie scenie z gatunku: ona niczego nieświadoma słucha muzyki ze słuchawek, a za nią, na drugim planie, łomocze się dwóch facetów — wylatuje przez okno i wszystko znowu wraca do nudnego status-quo.

Przy wspomnianej powyżej monotonii scenariusza, nie ma już większego znaczenia, że przez pierwsze kilkanaście minut filmu dosłownie nic się nie działo, ślamazarnie rozwijały się wątki, które można było wprowadzić znacznie sprawniej i ciekawiej. Zostałem niemalże zanudzony przez standardowe i drewniane dialogi nie dość dobrze dobranego małżeństwa. I naprawdę nie rozumiem, po co była przydługa scena w redakcji na Czerskiej. Czy naprawdę tylko dlatego, że Agora była współproducentem filmu? Ten wątek jest akurat bardzo ciekawy z innego względu. Jakiś czas temu zastanawiałem się mianowicie dlaczego Wyborcza opublikowała na Google Maps wnętrze swojej redakcji. Pojąłem to oglądając Ambassadę. Po to, abym wiedział, że rozmowa o książce Przemka odbywa się własnie tam. Genialne! I jakie proste.

Poza tym, jak na komedię historyczną, było zdecydowanie za mało zabawy z historią. Oczekiwałem o wiele więcej smaczków związanych z nazistowskimi Niemcami i międzywojenną Polską. Niestety reżyser ograniczył się jedynie do kilku znanych powszechnie faktów, jakby bał się, że mało wyrobiony widz i tak nie pojmie żadnych bardziej subtelnych historycznych aluzji. Dodanie zaś do wszystkiego wątku osławionej Enigmy, uznałem już po prostu za wulgarne.

I jeszcze jedno. Proszę was, zwracam się tutaj do wszystkich polskich reżyserów, nigdy i pod żadnym pozorem nie dogrywajcie już dialogów do rodzimych filmów w post-produkcji. Polskim aktorom to po prostu nie wychodzi. Bierze się to za pewne z rewelacyjnej polskiej szkoły dubbingu. Czechom wychodzi świetny dubbing. Niemiecki jest również niezły. A Polacy tego nie umieją, bo najwidoczniej myślą, że jak się podkłada głos pod film amerykański, to należy naśladować melodię i ekspresję języka angielskiego. I to się jakoś przekłada na dogrywane dialogi, bo oni sobie najwyraźniej zapamiętują, że jak się siedzi przed mikrofonem w studio i nagrywa głos do filmu, to trzeba wydziwiać  i cudaczyć, nie można absolutnie brzmieć naturalnie.

Ogólnie na film polecam wybrać się tym, którzy lubią zjeść w kinie dobry popcorn lub Nachosy. Pójdźcie i najedzcie się jak zawsze popcornu lub Nachosów. Reszta z Was film może sobie z czystym sumieniem darować.

(MW)


Brak komentarzy do “Ambassada – słaba komedia późnego Machulskiego”

Komentuj





  • Rozrywka

    Trabant biały

    Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia. Gustaw Milion, niedoszły historyk, stał właśnie w kolejce po papierosy do kiosku Ruch. Kolejka nie była...

    14 stycznia 2016 | Więcej
  • Rozrywka

    Dominika

    Ogród Eden.  Jan Brueghel the Elder and Pieter Paul Rubens. Wikimedia. Na początku był Bóg. I rzekł Bóg, niechże teraz będzie jeszcze coś. I wydzielił Bóg z...

    12 stycznia 2016 | Więcej