Co przyczyniło się do upadku cywilizacji euro-atlantyckiej?


Bazylika Lichenska. Czechu81. Wikimedia.
Bazylika Lichenska. Czechu81. Wikimedia. 
  • Komentuj
  • Drukuj
  • Podziel się

Jeżeli jednak cywilizacja euro-atlantycka upadnie i za jakiś czas, długi pewnie, będzie można znów zadać na lekcji historii pytanie o przyczyny jej upadku, to odpowiedzią na piątkę będzie zapewne to, że zabrakło jej 50-100 lat spokoju, aby wyleczyć się z Chrześcijaństwa, zanim przeniknął do niej na masową skalę Islam.

W XX i XIX wieku ludzkość osiągnęła najwyższy poziom organizacji i odkryła najbardziej postępowe wartości w ramach cywilizacji euro-atlantyckiej. Zdobycze tej cywilizacji, co najwyraźniej widać w sferze technicznej, zostały zaadaptowane przez inne kultury. Zaś powszechna imigracja ze wszystkich zakątków świata do Europy i Stanów Zjednoczonych, przy praktycznym braku trendu odwrotnego, pozwala sądzić, że ludzie osiągnęli w niej statystycznie najwyższy dostępny na dziś dzień człowiekowi poziom szczęśliwości.

Dzisiaj cywilizacja ta zmaga się z olbrzymimi trudnościami, być może chyli się już nieodwracalnie ku upadkowi — trudno jeszcze w sposób ostateczny to zawyrokować. Stoi wobec problemów zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Jednym z ważniejszych problemów wewnętrznych jest korporacjonizm, który próbuje obok zdrowej zdemokratyzowanej tkanki władzy, odbudować stary porządek feudalny, wzbogacony o nowe możliwości techniczne. Problemy zewnętrzne są zasadniczo dwa – konfrontacja z systemami niedemokratycznymi, biedniejszymi ale dysponującymi znaczną siłą militarną i ciągłe przenikanie elementów z innych kultur połączone z ich niewłaściwą, czy też wrogą euro-atlantyckim wartościom adaptacją. Te dwa czynniki zresztą są w historii bardzo typowe i niejednokrotnie doprowadzały już do rozsadzenia wielkich cywilizacji. Imigracja co do zasady nie musi być zła, jednak tylko wtedy, gdy łączy się ona z asymilacją. Z jakichś powodów ludzie z innych części świata chcą żyć w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Jest im po prostu źle u siebie. Nieświadomie jednak (w pojedynczych przypadkach świadomie) przywożą ze sobą cząstki swojej rodzimej kultury i z tych cząstek powoli starają się ją odbudować w nowym miejscu. Jeżeli proces ten nie jest właściwie zasymilowany z kulturą euro-atlantycką dochodzi do bardzo powolnego jednak konsekwentnego odtwarzania tych warunków przed którymi uciekli. Oczywiście teoretycznie jest możliwe wzbogacenie kultury wiodącej przez elementy kultur ościennych, w taki sposób, że produkt końcowy staje się tworem jeszcze wyższym, jeszcze doskonalszym. Tak nawet w pewnych miejscach się dzieje. Zasadnicze pytanie brzmi, który trend jest silniejszy i który w końcu przeważy. Czy udanej wzbogacającej asymilacji, czy przenoszenia na grunt euro-atlantycki tych elementów przed którymi właśnie imigranci usiłują uciec.

W tym krótkim szkicu sytuacyjnym celowo pominąłem aspekt odpowiedzialności cywilizacji euro-atlantyckiej za wiele negatywnych czynników obecnych w innych kulturach. Zrobiłem to z tego powodu, że i tak w moim odczuciu jedyną formą zadośćuczynienia jest dzielenie się tym, co mamy najlepszego. Dzielić się zaś tym będziemy mogli wtedy, gdy obronimy to przed wpływem złego oddziaływania innych kultur (przed dobrym ich oddziaływaniem nie musimy się bronić), bez względu już na pierwotne pochodzenie tego złego oddziaływania (mogło być one nawet zapoczątkowane przez działania Europy 100 czy więcej lat temu). Historia Europy, a później Stanów Zjednoczonych czy Australii nie była zbyt piękna. Wykorzystywaliśmy i wykorzystujemy nadal innych. Zbudowaliśmy dobrobyt kosztem innych części świata. To wszystko są bardzo realne grzechy naszej cywilizacji. Jednak przy okazji dopracowaliśmy się wartości i rozwiązań, które są po prostu właściwe człowiekowi, które są właściwe z punktu widzenia rozwoju inteligentnego życia na planecie Ziemia. Te wartości to: krytyczne myślenie, wolność osobista, prawo każdego człowieka do szczęścia, przekonanie o tym, że życie społeczne powinno być regulowane przez jasne zasady (prawo), równość wszystkich wobec tego prawa oraz pewne techniczne rozwiązania pozwalające społeczeństwu sprawować kontrolę nad tym prawem (demokracja). Żadna z tych wartości nie jest zrealizowana w sposób zupełnie satysfakcjonujący. Jednak Europa, Stany Zjednoczone, Kanada i Australia są dzisiaj w zasadzie jedynymi miejscami na Ziemi, gdzie wartości te rzeczywiście funkcjonują w ramach w miarę sprawnych systemów społecznych. Należy wspomnieć jeszcze o Japonii i Koreii Południowej, gdzie po prostu zaadoptowano zachodni sposób organizacji społeczeństwa. Wszędzie indziej występuje albo jawne ich negowanie, albo jedynie częściowe czy pozorowane ich przestrzeganie.

Jeżeli jednak cywilizacja euro-atlantycka upadnie i za jakiś czas, długi pewnie, będzie można znów zadać na lekcji historii pytanie o przyczyny jej upadku, to odpowiedzią na piątkę będzie zapewne to, że zabrakło jej 50-100 lat spokoju, aby wyleczyć się z Chrześcijaństwa, zanim przeniknął do niej na masową skalę Islam. Że nie zdążyła dopracować się nowoczesnego wniosku o potrzebie delegalizacji wszystkich religii jako tworów z zasady antydemokratycznych i uwsteczniających.

Wczoraj mogliśmy przeczytać o szariatowej policji w niemieckim mieście Wuppertal. Grupa kilkunastu mężczyzn chodziła po ulicach i próbowała nawracać na Islam. W sklepach zostawiali informacyjne broszurki o tym, że obowiązuje „tu” prawo szariatu, że zakazane są alkohol, muzyka, pornografia, prostytucja, papierosy i narkotyki. Oburza nas to, bo żyjemy w Europie a nie w jakimś Jemenie, prawda? Ale zastanówmy się, czy to zachowanie jest właściwe tylko dla Islamu, czy dla religii w ogóle. Otóż nawracanie i chęć podporządkowania świata danej doktrynie, jest postawą typową dla większości znaczących doktryn religijnych. W Europie i Stanach popełniono wielki błąd traktując religię jako folklor, jako dowolny element kultury. Pomyślano sobie, że religia reguluje pewne sympatyczne regionalne zwyczaje, w związku z tym należy ją zachować, a nawet wspierać w ramach wielokulturowego społeczeństwa. Nic bardziej mylnego. Żadna religia nie adaptuje się dobrze do wielokulturowego społeczeństwa. Co najwyżej możemy mieć dobrze zaadoptowanych pseudo-wyznawców, którzy słabo znają doktrynę, a jeszcze mniej się nią przejmują, którzy są wierzący jedynie nominalnie. Na szczęście takich właśnie ludzi jest większość. Jednak w Wuppertalu to wcale nie większość wyznawców Islamu wyszła na ulicę tworząc religijną policję. To była grupka radykałów. Takie własnie grupki może tylko trochę liczniejsze i lepiej zorganizowane w zupełności wystarczą, aby wywrócić porządek społeczny. One bowiem odwołują się do tej milczącej większości, której co prawda doktryna jest dość obojętna, ale którzy chętnie będą się przyznawać do tożsamości islamskiej, gdy w danej dzielnicy zaczną prześladować tych, którzy muzułmanami nie są. To samo dotyczy Chrześcijaństwa, które jest o tyle „lepsze”, że jest zżyte z cywilizacją euro-atlantycką, razem z nią przerabiało reformację, oświecenie, dało się w końcu ucywilizować. Ale przecież łatwo wyobrazić sobie „policję Jezusa”, która chodzi po mieście i nawraca napotkanych ludzi, albo zostawia w aptekach broszurki mówiące, że obowiązuje „prawo boże” i nie wolno sprzedawać środków antykoncepcyjnych. Gdyby pewne siły doszły w Polsce do władzy i przemieniły ją w katolickie państwo wyznaniowe, katolicy, którzy dzisiaj nie umieją nawet wymienić prawd wiary, bardzo chętnie zaczęliby się przyznawać do swojej zaniedbanej wcześniej tożsamości. To przecież dawałoby im jakieś konkretne profity w nowej sytuacji politycznej.

Przewrót bardzo rzadko dokonywany jest przez większość. Przewrót dokonywany jest przez garstkę ludzi przy cichej akceptacji większość. Dlatego wielkim błędem jest ocenianie religii przez pryzmat większości mało świadomych swojej doktryny a przez to i łagodnych wyznawców. Religię należy oceniać patrząc na jej postawy radykalne, dogmatyczne, obserwując trendy w jej środowiskach opiniotwórczych. Należy patrzeć po prostu na jej przywódców. A w kręgach przywódczych każdego wyznania panuje przekonanie o słuszności jego doktryny, która często ma charakter totalny i jest skierowana do wszystkich ludzi na Ziemi. Jest przecież oczywiste, że marzeniem papieża jest, albo powinno być, aby wszyscy ludzie na Ziemi nawrócili się na katolicyzm i aby wszystkie państwa świata kierowały się prawem bożym w swoich konstytucjach. Jeżeli nie jest to marzeniem papieża i biskupów, nie waham nazwać się ich hipokrytami. Oni przecież mają przekonanie do tego, co jest dla człowieka najlepsze, że innej drogi w ogóle nie ma, a jeśli jest to z definicji ułomna — nic więc dziwnego, że chcieliby, aby każdy człowiek miał to co najlepsze. Kto chciałby dla ludzi coś gorszego, znając już dokładnie to co jest najlepsze. To przecież postawa naturalna. Podobnie nie dziwię się, że nauczyciele islamscy chcieliby, aby we wszystkich krajach na świecie panowało prawo szariatu, albo jeszcze lepiej by cały świat był jednym wielkim kalifatem. Przecież oni nie chcą tego po to, aby czynić ludziom zło. Oni chcą międzynarodowego kalifatu, bo czują się przekonani, że jest to jedyne możliwe dobro dla ludzkości. Oczywiście jest różnica w środkach, którymi posługują się różne wyznania w dojściu do celu jakim jest nawrócenie całego świata. Wielu radykalnych islamistów robi to dzisiaj w sposób mało wyszukany, po prostu na siłę, zabijając, zastraszając itp. Podobnie jak chrześcijaństwo kilkaset lat temu. Radykalni chrześcijanie przyjmują bardziej nowoczesne, a przy tym bardziej skuteczne, metody. Organizują własne media, szerzą swoją doktrynę za pomocą demagogii, środków socjotechnicznych. Ale cel pozostaje zawsze jeden. Nawrócić cały świat!

Tu właśnie docieramy do jądra tego czym jest religia. Religie zagospodarowują sobie obszar niepewności, nadziei, spraw jeszcze nierozstrzygniętych i na tym obszarze głoszą prawdę objawioną. Uzurpują sobie prawo do mówienia, jaka jest obiektywna prawda tam, gdzie ta prawda albo jest nieznana, albo tam, gdzie o żadnym obiektywizmie nie może być mowy. Powołują się na prawo boże, które patrząc wewnętrznie od strony doktryny ma oczywistą wyższość nad prawem stanowionym, ale zewnętrznie jest przecież tylko odmiennym rodzajem prawa stanowionego przez człowieka z tą różnicą, że narzuconego w sposób zupełnie niedemokratyczny, za pomocą indoktrynacji. Widać tutaj dlaczego są one zupełnie niekompatybilne z cywilizacją euro-atlantycką, dlaczego nie mogą istnieć na poważnie w nowoczesnym społeczeństwie. Religie, które będą mocne, które będą się rozwijać, ze swojej natury będą siłą odśrodkową, która rozrywa demokratyczne społeczeństwo obywatelskie.

Jeżeli więc religie są tak szkodliwe dlaczego nie możemy ich prawnie zakazać? W zasadzie moglibyśmy, tylko w Europie i w Stanach Zjednoczonych ciągle zbyt silna jest jedna religia – Chrześcijaństwo. Dlatego przed nadchodzącym Islamem nie możemy się bronić w sposób pryncypialny. Czyli mówiąc wprost, że społeczeństwo nie będzie akceptować żadnej wiary w życiu publicznym, że nauka ma pierwszeństwo nad religijnymi uprzedzeniami. Tak powiedzieć nie możemy, bo dlaczego w takim razie w Polsce jest ciągle problem z in-vitro, dlaczego jest problem z aborcją w wielu sytuacjach, gdy jest ona wskazana, dlaczego jest problem z antykoncepcją? Dlatego próba obrony przed islamem sprowadza się do niezręcznej płaszczyzny, na której mówi się, że Europa to jednak cywilizacja judeo-chrześcijańska, że musimy trzymać się pewnych tradycyjnych wartości itp. To jest po prostu fałszywa linia obrony. Mamy u siebie religię udomowioną, która za bardzo nam nie dezorganizuje społeczeństwa, choć też potrafi dać się we znaki i przenikającą religię dziką, która nie skonfrontowała się w ogóle z wartościami oświeceniowymi. Przywileje tej pierwszej stają się z automatu przywilejami tej drugiej. A jaki może być tego finał? Za kilka lat może dojść w Europie do poważnego konfliktu religijnego, który zmiecie cywilizację euro-atlantycką. Tym, którzy uważają Europę za obszar tradycyjnie chrześcijański w końcu puszczą nerwy i zaczną próbować wyrzucać stąd muzułmanów, zaś muzułmanie nie będą chcieli wcale dobrowolnie się wynieść, bo będą się czuli u siebie (pracują tutaj, płacą podatki). Powstaną getta, będą pogromy. Sami unicestwimy wartości, na których nam zależało. Jeżeli tak się stanie, będzie już jasne jak upadła cywilizacja euro-atlantycka. Zabrakło jej kilkudziesięciu lat, aby wyrzucić chrześcijaństwo z życia publicznego i dorosnąć do zdelegalizowania wszystkich religii.

(JZ)


Brak komentarzy do “Co przyczyniło się do upadku cywilizacji euro-atlantyckiej?”

Komentuj





  • Rozrywka

    Trabant biały

    Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia. Gustaw Milion, niedoszły historyk, stał właśnie w kolejce po papierosy do kiosku Ruch. Kolejka nie była...

    14 stycznia 2016 | Więcej
  • Rozrywka

    Dominika

    Ogród Eden.  Jan Brueghel the Elder and Pieter Paul Rubens. Wikimedia. Na początku był Bóg. I rzekł Bóg, niechże teraz będzie jeszcze coś. I wydzielił Bóg z...

    12 stycznia 2016 | Więcej