Czy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne uznało pedofilię za orientację seksualną?


DSM-5 cover. Wikimedia.
DSM-5 cover. Wikimedia. 
  • Komentuj
  • Drukuj
  • Podziel się

Odpowiedź jest krótka. Nie. Tymczasem wczoraj, na wielu zagranicznych serwisach katolickich, jak i na naszej rodzimej Frondzie, straszono czytelników szokującą wiadomością, o rzekomej zmianie klasyfikacji pedofilii z zaburzenia na orientację seksualną.

Zamieszanie prawdopodobnie zostało zapoczątkowane przez Amerykańskie Stowarzyszenie Rodziny, później plotka przeskakiwała z portalu na portal, rozchodziła się również pocztą pantoflową, sam dostałem nawet indywidualną informację od znajomego. Na fronda.pl rzecz przedstawiała się już naprawdę dramatycznie: „Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej dramatycznych ruchów APA. Jeśli oficjalnie uzna się pedofilię za orientację seksualną, to czeka nas prawdziwy gwałt na najbardziej niewinnych istotach ludzkich, jakim są dzieci. Widać również, że aktywiści pedofilscy za wszelką cenę chcą pozbawić świat fundamentów jego istnienia.”

Cóż zatem zaszło w rzeczywistości? 18 maja 2013 roku wydana została nowa edycja klasyfikacji zaburzeń psychicznych DSM-V i zawierała ona, jak to w przypadku nowszej edycji zwykle bywa, cały szereg zmian w stosunku do edycji poprzedniej DSM-IV-TR. Jak wiadomo pedofilia należy do szerszej klasy zaburzeń nazywanych ogólnie parafiliami. Już w kilku poprzednich edycjach klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, używano dwóch rodzajów kryteriów diagnostycznych danej parafilii – A i B. Kryterium A było skoncentrowane na predyspozycjach pacjenta lub przejawianiu tych predyspozycji, kryterium B – na ich szkodliwości dla samego pacjenta lub szkodliwości dla innych osób. To rozróżnienie występuje tak samo w wersji DSM-V jak i DSM-IV-TR. W edycji DSM-V przyjęto nową terminologię w stosunku do wszystkich parafilii. Wprowadzono mianowicie pojęcie zaburzenia parafilnego. W edycji DSM-V tak samo jak w DSM-IV-R równoczesne spełnienie kryteriów A i B było warunkiem zdiagnozowania danej jednostki chorobowej. Różnica polega na tym, że w DSM-IV-R jest ona daną parafilią zaś w DSM-V jest ona danym zaburzeniem parafilnym [1]. Jeżeli chodzi konkretnie o pedofilię kryteria diagnostyczne z DSM-IV wyglądają następująco [3]:

A. Przez okres co najmniej 6 miesięcy nawracające, nasilone, seksualnie wzbudzające fantazje, pobudki seksualne, lub zachowania obejmujące aktywnoœść seksualną z dzieckiem lub dziećmi w okresie przedpokwitaniem (ogólnie — w wieku 13 lat lub młodszym)

B. Osoba działa pod wpływem takich pobudek seksualnych z dzieckiem lub dziećmi w wieku przed pokwitaniem albo te pobudki lub fantazje powodują znaczne cierpienie lub trudnoœść interpersonalną.

Jest jeszcze dodatkowe kryterium uściślające:

C. Osoba ma co najmniej 16 lat i jest co najmniej 5 lat starsza od dziecka lub dzieci wymienionych w kryterium A.

W edycji DSM-V kryteria te są te same [2]. W obu edycjach obejmują one tę samą jednostkę chorobową (302.2). Różnica polega na tym, że 302.2 w DSM-IV-R jest nazwane pedofilią, a w DSM-V — zaburzeniem pedofilnym.

W oficjalnym omówieniu różnic pomiędzy edycjami wyjaśniono, że zmiana ma na celu precyzyjniejsze odróżnienie skłonności od ich szkodliwych skutków. Same skłonności to będzie dana parafilia, skłonności połączone z negatywnymi skutkami — zaburzenie parafilne. W tej nomenklaturze pedofilia byłaby więc warunkiem koniecznym ale nie wystarczającym do wystąpienia zaburzenia pedofilnego. Jest to po prostu wprowadzenie bardziej precyzyjnego technicznego języka do opisu dokładnie tych samych zjawisk, co poprzednio. Według mojej opinii jest to zmiana będąca zupełnie poza obszarem zainteresowania laików. Powszechne użycie słowa „pedofilia” jest i tak niedoprecyzowane i nie należy mylić go z użyciem technicznym — klinicznym. Proszę zwrócić choćby uwagę na fakt, że o zaburzeniu pedofilnym mówimy jedynie w przypadku zaburzenia predyspozycji seksualnych, które powoduje pociąg do dzieci przedpokwitaniowym – i jest tak w klinicznym rozumieniu tej choroby od zawsze. Kodeks karny natomiast w art. 200 Kodeksu Karnego mówi: „Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.” — osoby, które dopuściły się tego przestępstwa, nazywane są w powszechnym obiegu pedofilami, choć nie jest to zgodne z definicją medyczną. Tak więc naukowe definicje sobie, a użycie wymuszane przez życie — sobie.

W poprzedniej wersji artykułu znajdowały się następujące zdania: Należy podkreślić również, że DSM-V nie nazywa nigdzie pedofilii orientacja seksualną. Takie zdanie po prostu tam nie pada. Trudno więc odnieść się do oskarżeń katolickich portali, bo po prostu nie ma do czego, to one muszą napisać z jakich powodów uznały, że Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne uznało pedofilię za orientację seksualną.

Po zwróceniu nam uwagi przez czytelnika o niku qweqwe z powyższych zdań się wycofuję, jako z idących trochę zbyt daleko.

Mimo, że DSM-V nigdzie nie nazywa omawianej jednostki chorobowej orientacją seksualną, pada tam rzeczywiście zdanie: „If individuals also complain that their sex­ual attractions or preferences for children are causing psychosocial difficulties, they may be di­agnosed with pedophilic disorder. However, if they report an absence of feelings of guilt, shame, or anxiety about these impulses and are not functionally limited by their paraphilic im­pulses (according to self-report, objective assessment, or both), and their self-reported and le­gally recorded histories indicate that they have never acted on their impulses, then these individuals have a pedophilic sexual orientation but not pedophilic disorder.”

Oznacza to, że posłużono się słowem „orientacja seksualna” dla określenia samej skłonności, która nie powoduje żadnych negatywnych następstw — tym samym odróżniono od zaburzenia pedofilnego. Nie nazwano jednostki 302.2 orientacją seksualną. Zgodzę się, że lepiej było uniknąć tego sformułowania. Jednak jest w tym pewna konsekwencja. Jeżeli, aby mówić o pedofilii w DSM-IV-R, czy zaburzeniu pedofilnym w DSM-V, muszą być spełnione kryteria A i B, to w przypadku omawianym powyżej jednostka chorobowa 302.2 nie występuje — zgodnie z DSM-IV-R tak samo jak z DSM-V. A zatem z punktu widzenia medycznego, który nie uległ zmianie, nie mamy do czynienia z patologią (Proszę nie mylić z patologicznym zachowaniem w sensie społecznym). Skoro nie mamy do czynienia z patologią – DSM-V mówi tutaj o orientacji. Ma to swoją logikę, ale być może nie przemyślano do końca szerszych konsekwencji doboru słownictwa, który to dobór właśnie spowodował panikę na katolickich portalach.

Z ostatniej chwili: Na stronie www.dsm5.org pojawiło się sprostowanie z datą 31 października 2013 (czyli wczorajszą), Prostujące błąd w użyciu frazy „orientacja seksualna”, które według APA powinno brzmieć „seksualne zainteresowanie”:

“Sexual orientation” is not a term used in the diagnostic criteria for pedophilic disorder and its use in the DSM-5 text discussion is an error and should read “sexual interest.” In fact, APA considers pedophilic disorder a “paraphilia,” not a “sexual orientation.” This error will be corrected in the electronic version of DSM-5 and the next printing of the manual.

Generalnie uważam krok APA za słuszny, ponieważ usuwa pojęcie „orientacji seksulanej” z omówienia tej jednostki chorobowej likwidując tym samym potencjalną dwuznaczność interpretacji. Podkreślają oni w sprostowaniu, że zaburzenie pedofilskie nie jest seksualną orientacją, mimo, że formalnie nigdzie tak nie napisali — co wcale nie zwiększa w tym przypadku ich wiarygodności. Pozostaje jednak ciekawe pytanie dlaczego ten błąd został zauważony dopiero wczoraj, gdy sprawa została nagłośniona, w kilka miesięcy od wydania DSM-5, tym bardziej, że odbywały się dyskusje na temat pedofilii jako orientacji seksualnej.

Specjalne podziękowania należą się czytelnikowi o niku qweqwe za istotne sprostowania, dzięki którym mogłem uzupełnić artykuł.

(Michał Stanisław Wójcik)

 

[1] Highlights of Changes from DSM-IV-TR to DSM-5, www.dsm5.org
[2] Paraphilic Disorders, www.dsm5.org
[3] Przemysław Marcinek, Alicja Kapała, Pedofilia w opiniowaniu sądowo-seksuologicznym, Seksuologia Polska 2012, 10, 2, 76–84
[4] Ponieważ tekst DSM-V był dla mnie nie dostępny, korzystałem z materiału znalezionego w internecie www.boychat.org/messages/1349945.htm. Stąd też pochodzą cytaty użyte w tekście.


Komentarze (11) do “Czy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne uznało pedofilię za orientację seksualną?”

  1. qweqwe pisze:

    „Examples of disclosing this paraphilia include candidly acknowledging an intense sexual interest in children and indicating that sexual interest in children is greater than or equal to sexual interest in physically mature individuals. If individuals also complain that their sex­ual attractions or preferences for children are causing psychosocial difficulties, they may be di­agnosed with pedophilic disorder. However, if they report an absence of feelings of guilt, shame, or anxiety about these impulses and are not functionally limited by their paraphilic im­pulses (according to self-report, objective assessment, or both), and their self-reported and le­gally recorded histories indicate that they have never acted on their impulses, then these individuals have a pedophilic sexual orientation but not pedophilic disorder.

    then these individuals have a pedophilic sexual orientation but not pedophilic disorder.

    then these individuals have a pedophilic sexual orientation but not pedophilic disorder.

    then these individuals have a pedophilic sexual orientation but not pedophilic disorder.”

    Jak cytujemy zrodlo, to do konca….

  2. Dziękuję, artykuł został zmieniony, tak aby uwzględniał pańską uwagę.

  3. qweqwe pisze:

    Dorzuce jeszcze jedna informacje. APA przestraszona komentarzami stara sie naprawic sytuacje, tlumaczac sie… „literowka”

    http://www.dsm5.org/Documents/13-67-DSM-Correction-103113.pdf

    Trzeba jeszcze przypomniec, ze zdanie „pedofilia orientacja homoseksualna”, nie zostalo przez czlonkow APA uzyte po raz pierwszy, byly wczesniejsze przypadki.

    http://www.greeleygazette.com/press/?p=11517

    „Earlier this year two psychologists in Canada declared that pedophilia is a sexual orientation just like homosexuality or heterosexuality.
    Van Gijseghem, psychologist and retired professor of the University of Montreal, told members of Parliament, “Pedophiles are not simply people who commit a small offense from time to time but rather are grappling with what is equivalent to a sexual orientation just like another individual may be grappling with heterosexuality or even homosexuality.”
    He went on to say, “True pedophiles have an exclusive preference for children, which is the same as having a sexual orientation. You cannot change this person’s sexual orientation. He may, however, remain abstinent.”
    When asked if he should be comparing pedophiles to homosexuals, Van Gijseghem replied, “If, for instance, you were living in a society where heterosexuality is proscribed or prohibited and you were told that you had to get therapy to change your sexual orientation, you would probably say that that is slightly crazy. In other words, you would not accept that at all. I use this analogy to say that, yes indeed, pedophiles do not change their sexual orientation.”
    Dr. Quinsey, professor emeritus of psychology at Queen’s University in Kingston, Ontario, agreed with Van Gijseghem. Quinsey said pedophiles’ sexual interests prefer children and, “There is no evidence that this sort of preference can be changed through treatment or through anything else.”
    In July, 2010 Harvard health Publications said, “Pedophilia is a sexual orientation and unlikely to change. Treatment aims to enable someone to resist acting on his sexual urges.””

    http://articles.latimes.com/2013/jan/14/local/la-me-pedophiles-20130115

    http://latimesblogs.latimes.com/lanow/2013/01/many-experts-now-view-pedophilia-as-a-sexual-orientation-google-hangout.html

    itd….

  4. Jak dla mnie chodzi tutaj o kwestie techniczne. Orientacja seksualna to jest coś, co wielu naukowców przyjmuje jako niezmienne. Nie wnikam tutaj w słuszność tego stwierdzenia. Natomiast sam fakt stwierdzenia, że dana skłonność ma naturę niezmienną i nazwanie jej z tego klucza „orientacją”, nie oznacza z automatu, że uleganie tej skłonności jest czymś moralnie dopuszczalnym. To wszystko wydaje się bardziej kwestią słownictwa – przynajmniej jak na razie.

  5. qweqwe pisze:

    „jak na razie”

    no wlasnie. Problem w tym ze takie stwierdzenia w DSM sa paliwem dla organizacji jak ponizej…

    „APA’s decision has given rise to numerous pedophilia-advocacy groups, the chief of them being B4U-ACT, a non-profit grassroots organization based in Maryland. Created in 2003 primarily as a means for “minor-attracted persons” to be open about their sexual preferences in a supportive atmosphere, B4U-ACT is now widening the scope of their organization.

    According to spokesperson and registered sex offender Paul Christiano, the pedophilia-advocacy group is “working towards de-stigmatizing the mental health community.” Christiano explained that negative societal attitudes towards minor-attracted persons “trickle down to policy-making and the mental health community.””

    http://www.nambla.org/

    i przypominam ze np naturalnosc homoseksualizmu tez tlumaczono wystepowaniem tego w naturze (tymczasem jest to pseudo nauka i antropomorfizacja), ponizej,,,
    http://www.nambla.org/sciences.html

    Tak wiec, metoda „plasterkow salami”, lub „kuli sniegowej” – powoli, acz do celu.

  6. qweqwe pisze:

    Ostatni post – przypomne jeszcze jedno z badan przeprowadzonych w APA…

    „In 1998 The APA issued a report claiming “that the ‘negative potential’ of adult sex with children was ‘overstated’ and that ‘the vast majority of both men and women reported no negative sexual effects from childhood sexual abuse experiences.””

    http://www.ipce.info/library_3/rbt/metaana.pdf

  7. Marek pisze:

    „Jednak jest w tym pewna konsekwencja. Jeżeli, aby mówić o pedofilii w DSM-IV-R, czy zaburzeniu pedofilnym w DSM-V, muszą być spełnione kryteria A i B, to w przypadku omawianym powyżej jednostka chorobowa 302.2 nie występuje — zgodnie z DSM-IV-R tak samo jak z DSM-V.”

    Żeby dojść do takich wniosków trzeba umieć naprawdę samodzielnie myśleć, a nie tak jak to ma miejsce w „niepokornych” mediach… Te tzw. „niepokorne” media rzucają kłamstwami na prawo i lewo, bo ciemny lud jak wiadomo wszystko kupi… Poza tym ta kwestia jasno pokazała, że oni wręcz modlą się o to „wykreślenie pedofilii”, mogliby pokazać jaki ten zachodni świat jest bardzo zły i jeszcze bardziej nastraszyć owieczki tym…

  8. krzyszp pisze:

    To ja wsadzę kij w mrowisko :)
    Jeżeli kogoś podniecają (w sensie seksualnym) dzieci, ale NIC nie robi w kierunku zaspokojenia swoich potrzeb, to czy nadal możemy go (ją) nazwać pedofilem? Czy może osobą ze skłonnościami (orientacją) pedofilską?

    Łatwo jest straszyć, ale bijąc się w piersi – mam czasami ochotę „zamordować” niektóre osoby, jednak nikt nie zarzuca mi bycie mordercą…

    Trzeba po prostu zdać sobie sprawę, że populiści zawsze będą wciągać masy w swoje (z reguły wyimaginowane) fobie…

  9. Co do istoty rzeczy, to mi nie przeszkadza w sumie nawet tutaj użyte sformułowanie „orientacja”. Nie będąc seksuologiem, czy psychiatrą tłumaczę to sobie, że jak występuje taka bardziej stała skłonność niezależna od woli to można mówić o orientacji. Nie widzę w tym zagrożenia, że nazwalibyśmy taką skłonność orientacją. To zagrożenie widzą bardziej fundamentaliści katoliccy, bo oni wiedzą, że tak było z homoseksualizmem. Najpierw był penalizowany, a potem został uznany za orientacje i już jest w porządku, a dla nich to jest nie do zaakceptowania. Dlatego teraz boją się, że podobnie będzie z pedofilią. Nie zgadzam się oczywiście, że homoseksualizm to coś złego, ale rozumiem dlaczego oni tutaj widzą zagrożenie, równocześnie nie zgadzając się z ich logiką.

    Po pierwsze, nie ma bezpośredniego związku pomiędzy tym, że zaburzenie pedofilne określone jest jako jednostka chorobowa, a tym, że czyn pedofilny jest moralnie zły. Mogłoby być tak, że to nie jest chorobą w ogóle, a i tak jest złe. Jeżeli ktoś mi kradnie samochód, to nie znaczy, że to jest jakaś choroba – nie zależy mi na tym, aby uznać, że ta osoba była chora. To co jest ważne to po prostu to, że zrobiła źle. Nawet na gruncie samego problemu wykorzystania seksualnego dziecka, osoba, która się tego dopuszcza nie zawsze musi mieć zaburzenie pedofilne, a mimo to przecież jest to przestępstwo.

    Z drugiej strony nawet jeżeli jest to choroba, to samo w sobie jeszcze nie oznacza, że to jest moralnie złe. Uzasadnienie tego jest dla mnie gdzie indziej. Zachowania pedofilne są złe, ponieważ obserwacje i wiedza psychologiczna mówią nam, że to jest bardzo szkodliwe, traumatyczne wręcz dla dzieci (nie chcę teraz zajmować się tym, czy od tej reguły są wyjątki, czy nie). To uzasadnia dla mnie karanie czynnych pedofilów, a nie to, że pedofile są chorzy.

    I jeszcze jedna uwaga. Jest jeden dobry powód, aby przejmować się samą skłonnością (czy nawet orientacją, jak ktoś się uprze). Jeżeli orientacja dotyczy przejawiania skłonności w ogóle dla kogoś nie groźnych (jak homoseksualizm – zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy), nie ma problemu. Natomiast jeżeli orientacja dotyczy przejawiania skłonności potencjalnie groźnych, to problem jest, bo gdy już wiemy coś takiego o danej osobie, możemy nie chcieć np. aby nasze dzieci miały z nim kontakt. I tutaj w pełni usprawiedliwiłbym rodziców, którzy nie chcieliby, aby nauczyciel ich dzieci miał „orientacje pedofilną” – mimo, że nie stwierdzono, aby kiedykolwiek się tego dopuścił. To nie jest to samo, co taka chęć zabicia kogoś nigdy nie spełniona. Bo jeżeli nawet myślisz sobie, że kogoś tam byś zabił, to o ile nie jesteś psychopatą, nie masz jakiejś stałej skłonności, która pcha cię do takiego czynu. Jeżeli natomiast użylibyśmy już słowa orientacja, to znaczyłoby to, że ktoś odczuwa od czasu do czasu jakieś parcie (i nie za bardzo jest w stanie to zmienić), aby do czynu złego się dopuścić. Po co zastanawiać się nad tym kiedy hamulce zawiodą, lepiej ułatwić sobie życie i nie posyłać dziecka do takiej osoby. Inaczej może jeszcze, skoro taka skłonność jest na dziś pod kontrolą, to pytanie, czy sytuacja taka nie może mieć tendencji do intensyfikowania pożądania i zmniejszania kontroli. Ale tak czy siak to powinni rozstrzygać lekarze, gdybym miał medyczny dowód na to, że to u danej osoby pozostanie jedynie w sferze fantazji, to też może dopuściłbym tutaj wyjątki.

  10. krzyszp pisze:

    Ok, idąc dalej, podążając tokiem myślenia Twojej odpowiedzi… Czy mogę podesłać Ci listę nazwisk osób, a Ty je powiadomisz, aby lepiej nie zbliżały się do mnie???
    Przepraszam, ale taki argument do mnie nie trafia. Jeżeli ktoś odczuwa pociąg do dzieci, ale jednocześnie potrafi nad nim panować, nie podejmując żadnej aktywności (uprzedzając pytania – także oglądania pornografii dziecięcej, jakiś innych, dowolnych akcji), to dla mnie jest ok – jest osobą silną i jestem w stanie takiej osobie zaufać.
    Pytanie dalej się nie zmieniło – czy taka osoba jest pedofilem?

    Ps. Uprzedzając pytania odpowiem cytatem z mojego kolegi: „Ja to jakiś zboczony jestem, tylu fajnych kumpli, a ja nadal wolę kobiety” ;)
    NIE jestem pedofilem, nie mam „skłonności” do dzieci, tudzież nastolatek. Po prostu zadaję pytania.

  11. To jest kwestia nazewnictwa. Jest pedofilem jeżeli przyjmiemy, że o pedofilii mówimy już wtedy, gdy ktoś spełnia samo kryterium A, czyli mówiąc z grubsza, przejawia skłonności, ale nie pociąga to żadnych złych skutków. To jest własnie ten nowy sposób mówienia wprowadzony przez wydanie DSM-5.

    A co do problemu, czy izolować dzieci czy nie od osób mających same skłonności:
    Pod koniec napisałem, że gdybym miał dowód, że te skłonności pedofilne są u danej osoby rzeczywiście pod pełną kontrolą, to jestem w stanie nawet zaakceptować (czy przemyśleć), że ta osoba mogłaby mieć kontakt z dziećmi. Moje wątpliwości budzi po prostu na ile to jest możliwe i częste, aby siła tej kontroli była stała w czasie, patrząc z czysto medycznego punktu widzenia. Ale widzisz kluczem jest dla mnie tutaj jakaś naukowa wiedza o tym zjawisku, a nie kategoria grzechu, jak w przypadku katolików.

    W przypadku tych osób, które miałbyś ochotę zabić, uważam że zjawisko jest po prostu inne. Myślę, że analogia nie zachodzi. Bardziej pasowałoby tutaj, że nie tylko myślisz, że chcesz zabić, bo Cię denerwują, ale co jakiś czas fantazjujesz sobie o tym, że je zabijasz, wyobrażasz to sobie. No nie wiem jak Ty, ale ja nie chciałbym za bardzo przebywać w towarzystwie osoby, która ma fantazje na temat tego, że mnie zabija – w ogóle, na temat tego, że robi mi coś złego. Może nawet, patrząc ściśle, jest to nieracjonalne – ale w końcu mam prawo do tego, żeby nie chcieć się z kimś zadawać z dowolnego powodu.

Komentuj





  • Rozrywka

    Trabant biały

    Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia. Gustaw Milion, niedoszły historyk, stał właśnie w kolejce po papierosy do kiosku Ruch. Kolejka nie była...

    14 stycznia 2016 | Więcej
  • Rozrywka

    Dominika

    Ogród Eden.  Jan Brueghel the Elder and Pieter Paul Rubens. Wikimedia. Na początku był Bóg. I rzekł Bóg, niechże teraz będzie jeszcze coś. I wydzielił Bóg z...

    12 stycznia 2016 | Więcej