Terlikowski w logicznej pułapce własnego wyznania


Tomasz Terlikowski. Wikimedia. Lestat (Jan Mehlich).
Tomasz Terlikowski. Wikimedia. Lestat (Jan Mehlich). 
  • Komentuj
  • Drukuj
  • Podziel się

Tak, Panie Tomaszu, pański Kościół mówi to samo, co ks. Bochyński. Dziecko może być współwinne moralnie. Nawet jeżeli nie są to przypadki częste, Kościół w swoim nauczaniu wyraźnie ma zarezerwowane na to miejsce. Dopuszczając dziecko do spowiedzi, Kościół stwierdza wyraźnie, że dziecko jak każdy człowiek może być winne grzechu i potrzebuje rozgrzeszenia. Żaden wyjątek dotyczący sfery seksualnej nie został tu przez Kościół wyszczególniony.

Według mnie Tomasz Terlikowski, walcząc z pedofilią w Kościele, zakleszcza się coraz bardziej w logice własnego wyznania. Żeby nie było niejasności, bardzo dobrze, że pan Terlikowski napiętnuje wszelkie przypadki zachowań pedofilnych u księży. Chwała mu za to. Natomiast jego medialne ściganie każdego księdza, który próbuje wspomnieć cokolwiek, że dzieci również mogą ponosić część winy moralnej, traktuję raczej chłodno. Uważam, że robi to w pragmatycznym celu — „zmiękczenia” krytyków Kościoła, ale przede wszystkim jest to z jego strony pewnego rodzaju hipokryzją.

Zacytuję fragment wypowiedzi ks. Bochyńskiego z www.epiotrkow.pl.

Ale mamy i dzieci 10-letnie, trochę starsze i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci “wchodziły” do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka.

Następnie na pytanie dziennikarki, czy dziesięciolatek może być w pełni świadomy takiego czynu i jego konsekwencji, ksiądz odpowiada następująco:

Globalnie można powiedzieć, że pewnie nie. Natomiast w pojedynczych przypadkach świadomość niektórych dzieci może być bardzo dorosła, dojrzała. Są to niewątpliwie wyjątki, niemniej jednak one są. Trzeba wiedzieć, że reguły są regułami, natomiast odstępstwa w jedną, jak i w drugą stronę istnieją. Postawienie takiej tezy, że czasami dzieci prowokują do czegoś, nie jest też tak do końca bezpodstawne.

Terlikowski zamieścił na fronda.pl swoje stanowisko w tej sprawie. Przytaczam fragment:

Wypowiedź ks. Ireneusza Bochyńskiego jest absolutnie skandaliczna. I nie da się jej obronić na żadnym poziomie. I zarówno ksiądz, jak i jego przełożeni nie mają wielkiego pola manewru. Ksiądz musi wypowiedź odwołać, a wiele wskazuje na to, że kuria powinna mu dać więcej czasu na przemyślenie swoich wypowiedzi.

Oczywiście wypowiedź ks. Bochyńskiego przypomina wypowiedź abp. Michalika i można zastanawiać się, po co ona w zasadzie padła. Jeżeli zdarzy się, że dziecko rzeczywiście ma zaburzenia i dąży do kontaktu seksualnego z dorosłym to po pierwsze oznacza, że zostało bardzo skrzywdzone przez środowisko, w którym było wychowywane – i tu na pewno można wskazać innych dorosłych, którzy ponoszą winę. Po drugie dorosły, który skorzysta z takiej „okazji” jest albo osobą poważnie chorą psychicznie albo niegodziwcem i przestępcą. Jeżeli jest to ksiądz, czyli osoba ciesząca się u wielu autorytetem (w większości przypadków nie mamy do czynienia z poważną chorobą psychiczną), u którego dziecko teoretycznie powinno szukać pomocy, to jego wina moralna jeszcze poważniejsza a zachowanie dziecka nie stanowi dla niego żadnego, nawet najmniejszego usprawiedliwienia.

Dlaczego uważam więc, że wypowiedzi Terlikowskiego świadczą w tym przypadku o pewnego rodzaju hipokryzji? Zastanówmy się nad wewnętrzną logiką Terlikowskiego walczącego z wypowiedzią ks. Bochyńskiego. Zdaje się on nie zauważać struktury wypowiedzi. W tym przypadku ks. Bochyński nie usprawiedliwia niczyich zachowań. Mówi tylko o tym, że dziecko może być współwinne moralnie. Czy Terlikowski może się z tym nie zgodzić? Proszę pomyśleć. Czy dla Terlikowskiego dziecko może być niezdolne do grzechu w ogóle? Jeżeli tak, to co ośmioletnie dzieci robią w konfesjonałach? Może więc według Terlikowskiego dzieci nie są zdolne do grzechów związanych z seksem? Proszę mi wobec tego wytłumaczyć punkt w rachunku sumienia dla dzieci umieszczonym na stronie adonai.pl (podobne sformułowania padają na wielu stronach i w papierowych wydaniach), którego fragment przytaczam:

Przykazanie szóste i dziewiąte
Czy myślałem chętnie o sprawach nieczystych?
Czy przysłuchiwałem się brzydkiej mowie?
Czy patrzyłem na nieskromne rzeczy?
Czy mówiłem lub myślałem nieskromnie?
Czy robiłem coś bezwstydnego sam…, z kimś?
Czy pragnąłem coś nieskromnego widzieć…, słyszeć…, czynić?

Tak, Panie Tomaszu, pański Kościół mówi to samo, co ks. Bochyński. Dziecko może być współwinne moralnie. Nawet jeżeli nie są to przypadki częste, Kościół w swoim nauczaniu wyraźnie ma zarezerwowane na to miejsce. Dopuszczając dziecko do spowiedzi, Kościół stwierdza wyraźnie, że dziecko jak każdy człowiek może być winne grzechu i potrzebuje rozgrzeszenia. Żaden wyjątek dotyczący sfery seksualnej nie został tu przez Kościół wyszczególniony. Proszę więc nieco stonować oburzenie, bo ks. Bochyński nie powiedział nic sprzecznego z nauczaniem swojego Kościoła.

Inna sprawa, jak pomijając starożytne instytucje, powinniśmy widzieć etycznie kwestię współodpowiedzialności dzieci. W sytuacji, gdy nie wiąże nas żadna teologia i żaden dogmat o grzeszności każdego człowieka, w tym dziecka, możemy to spokojnie i merytorycznie rozważyć. Należałoby chyba powiedzieć ogólnie, że dziecko jako podmiot moralny może ponosić tyle odpowiedzialności za dany czyn, na ile jest ono świadome zła, które wyrządza. Czy w przypadku, gdy dziecko „pcha się komuś do łóżka” ma ono świadomość, że jest to coś złego? Pomijając przypadki jakiejś perfidnej gry, którą samo dziecko wymyśliło (od jakiego wieku jest to psychologicznie możliwe?) bardzo trudno się z tym zgodzić. Oczywiście trudno wejść w świat wewnętrzny drugiej osoby, rozstrzygnąć za nią ile było winy, a ile ran zadanych przez innych, które dane działanie spowodowały. Jest to ogólny trudny problem etyczny, na ile ponosimy winę za dany czyn, a na ile został on zdeterminowany przez oddziaływanie środowiska. Nie znamy obecnie żadnego satysfakcjonującego rozwiązania. Niezależnie zaś od etycznych rozważań nad współodpowiedzialnością moralną dziecka, należy jeszcze raz podkreślić, że nie ma to żadnego związku z jakąkolwiek próbą usprawiedliwienia aktów pedofilnych. Może sobie dziecko być w jakimś sensie odpowiedzialne, ale nic to nie zmienia w ocenie dorosłego człowieka, który sytuację taką wykorzystuje, nie zmniejsza to jego winny w najmniejszym nawet stopniu.

(MW)


Brak komentarzy do “Terlikowski w logicznej pułapce własnego wyznania”

Komentuj





  • Rozrywka

    Trabant biały

    Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia. Gustaw Milion, niedoszły historyk, stał właśnie w kolejce po papierosy do kiosku Ruch. Kolejka nie była...

    14 stycznia 2016 | Więcej
  • Rozrywka

    Dominika

    Ogród Eden.  Jan Brueghel the Elder and Pieter Paul Rubens. Wikimedia. Na początku był Bóg. I rzekł Bóg, niechże teraz będzie jeszcze coś. I wydzielił Bóg z...

    12 stycznia 2016 | Więcej