Trabant biały


Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia.
Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia. 
  • Komentuj
  • Drukuj
  • Podziel się

Gustaw Milion, niedoszły historyk, stał właśnie w kolejce po papierosy do kiosku Ruch. Kolejka nie była długa, bo czasy długich kolejek już minęły. Kolejka była krótka. Gustaw nie został historykiem, bo przez dupy i dragi zawalił magisterkę. Nie pracował, czytał różne książki i mieszkał u mamy. Czasem, jak dzisiaj, stał w kolejce po papierosy. Był trzeci. Na światłach zatrzymał się biały trabant, szybko otworzyły się drzwiczki, wysiadł z nich kierowca i w te pędy podbiegł do kiosku. Zignorował kolejkę, przecisnął się do okienka i zawołał:

— „Politykę” poproszę!

— Panie, kurwa, co jest? Kolejka jest! — wydarł się na niego Gustaw, który w ogóle mało bał się ludzi.

Przez drzwi trabanta wychyliła się siwa postać.

— Weź jeszcze „Trybunę”!

Gustaw spojrzał. Spojrzał i zamarł. Tam, w białym trabancie na czerwonym tylnym siedzeniu, siedział Prezes. Ten Prezes. Gustaw popatrzył jeszcze raz na kierowcę pochylającego się przy kioskowym okienku, to znów na otwarte drzwiczki. Przed oczyma stanęła mu cała historia Polski. Jej wzloty, upadki, przeróżne głupie i nieszczęśliwe zrządzenia losu, bohaterowie i łajdacy, wielcy mężowie stanu i miernoty z rozbuchanym ego, które rozwalały kraj. Podjął decyzję — teraz albo nigdy! Rzucił się w kierunku otwartych drzwi trabanta. Wpadł na siedzenie kierowcy z takim impetem, że wóz aż rozkołysał się na swoich resorach. Jak to się robiło? Sprzęgło, gaz, gałka zmiany biegów przy kierownicy. Zatrzasnął drzwiczki i ruszył z piskiem opon. W lusterku tylko zobaczył biegnącego za nimi kierowcę, któremu rozsypały się gazety. Dodał gazu.

— Co Pan robi? Proszę się natychmiast zatrzymać! — prezes sięgnął po swojego Waltera, z którym nie rozstawał się nigdy. Zrobił się cały czerwony i wymachując pistoletem krzyczał — Natychmiast się zatrzymaj ty bydlaku, co ty wyprawiasz?

Gustaw nie wiele myśląc zamachnął się prawą ręką do tyłu. Uderzył akurat Prezesa w nadgarstek i pistolet upadł gdzieś pod fotel.

— Nie szukaj go, bo nas zabiję! — krzyknął przekraczając już osiemdziesiątkę.

Zrywając nieco przyczepność wyprzedził jakiegoś fiata. W ogóle nie miał żadnego planu. Jechał szybciej i szybciej, cudem jakoś unikając zderzenia. Nagle w głowie zaświtała mu genialna myśl.

— Do przodu! — krzyknął — Do przodu, gnoju! Na przednie siedzenie! A jak nie, to nas roztrzaskam na pierwszej latarni!

Prezes zaczął się gramolić przez przerwę pomiędzy przednimi siedzeniami. Gustaw uderzał go gdzie popadnie wolną ręką, ze strachu, aby ten nie zaczął czegoś kombinować, a nie miał najmniejszego pojęcia, co może wymyślić ofiara w takiej sytuacji. Prezesowi podczas tej poniewierki pękły spodnie na samym tyłku, ale w końcu zziajany, rozczochrany, z wymiętą marynarką usadowił się na fotelu pasażera. Siedział tak przez chwilę w milczeniu i sapał. Gustaw co chwilę dawał mu kuksańce.

— Przestań! — zawył w końcu Prezes — Daj spokój! Nic nie będę robił, jedziesz sto dwadzieścia, nie jestem samobójcą!

Rzeczywiście, jechali już dwupasmową wylotówką na Katowice.

— Na Śląsk cię wiozę! Na Śląsk! — zawołał Gustaw nieprzytomny niemalże z podniecenia. — Jeden ruch a lądujemy w rowie, zginiesz w tej plastikowej trumience z rozprutym brzuchem, spaślaku! — i dla wywarcia mocniejszego wrażenia zabujał całym samochodem, wykonując kilka szybkich nerwowych ruchów kierownicą.

— Czego ty chcesz, człowieku? Jaki masz plan w ogóle?

— A Ty jaki masz plan? Kanalio! — Gustaw znowu wymierzył mu dwa szturchańce. — Widzisz tę kierownicę, widzisz? To jest Polska teraz! Tak. Ty trzęsiesz Prezesem Rady Ministrów, Sekretarzem Partii, Przewodniczącym Rady Państwa, a ja mam w ręku tę kierownicę i ciebie. To ja steruję teraz Polską. Jej historia potoczy się zaraz, tak jak ja tego zechcę! Wreszcie się potoczy dobrze, wreszcie ten biedny naród będzie miał trochę szczęścia.

Prezes otarł pot z czoła. W oddali zdało się słyszeć milicyjną syrenę. Gustaw docisnął gaz. Sto czterdzieści.

— Czemu ten trabant jedzie sto czterdzieści?

— Bo ma specjalny silnik. Zrobiony dla mnie, od Volkswagena.

— No więc, jaki masz plan? — krzyczał, wymijając slalomem dwie ciężarówki Polskiego Towarzystwa Transportu Wewnętrznego, z których jedna ledwo co skończyła wyprzedzać drugą i była ciągle jeszcze na lewym pasie. — Jaki jest Twój pomysł na Polskę? Uniezależnić nas od Ruskich? Zaognić stosunki z Niemcami? Skłócić nas ze wszystkimi i co, potem myśleć? Bo wszystko będzie dobrze, jak tylko zrobisz sobie tutaj swoją małą dyktaturkę? A co dalej, ja się ciebie, kurwa, pytam, co dalej? Myślałeś o tym w ogóle?

— Chcę odsunąć wszystkie świnie od koryta! Do tego potrzebuję władzy absolutnej, zresztą co Ty o tym wiesz.

— A skąd weźmiesz nie-świnie? Wiesz co zrobisz? Zrobisz swoją małą tyranię ze swoimi świniami, wyjątkowo tępymi świniami, bez polotu, owładniętymi prostymi instynktami. Rozłożysz wszystkie instytucje państwa. I doprowadzisz w końcu do wojny, bo wszyscy się z nami przestaną liczyć, a Ruscy położą na nas całkiem swoją łapę! Pomyślałeś o tym? — i wymierzył mu jeszcze dwa dodatkowe ciosy w bok.

— Nie bij, kurwa! — nie wytrzymał Prezes. — Chciałem silnej Polski, federacji z Litwą, Ukrainą zachodnią, Białorusią. To jest możliwe. Tylko trzeba chwycić Polaków za mordę. Tu żadna zmiana się nie uda, jak się nie spacyfikuje tego głupiego narodu.

— Milcz! Aaa! — Gustaw oderwał już zupełnie ręce od kierownicy i zaczął okładać Prezesa pięściami.

— Uważaj! Mercedes! Zabijesz nas!

Gustaw w ostatniej chwili przyhamował i z lekkim poślizgiem odbił w lewo. Bujali się tak przez chwilę od lewej do prawej barierki, zanim udało mu się ustabilizować tor jazdy.

— On jest za lekki na taki silnik, ciulu! Po co mu taki silnik kazałeś zamontować?

— Bo chciałem zawsze móc uciec, gdyby ktoś nas gonił!

— To teraz uciekaj! — zaśmiał się straszliwie Gustaw i jeszcze dodał gazu. Sto pięćdziesiąt. W tylnym lusterku zobaczył zbliżające się dwa milicyjne motocykle. — Czas ci się kończy! Módl się!

— Daj spokój no, to się da jakoś inaczej rozwiązać. Negocjujmy! Zrobię cię moim doradcą, będziesz miał władzę, kobiety same będą ci wchodzić do łóżka.

Prezes nie miał już wątpliwości, że sprawa jest poważna. Czuł, że ta przygoda może się po prostu zakończyć źle, że całe jego polityczne szczęście mogło się właśnie wyczerpać. Dotarło do niego, że to właśnie może być koniec. Że koniec może właśnie tak wyglądać. Taki głupi, wstydliwy koniec. Z rąk roztrzęsionego, nieogolonego i źle ubranego, nieudanego życiowo kretyna, który na dodatek zupełnie nie trzymał stylu. Nie tak to sobie wyobrażał. To prawda, myślał nie raz o zamachu na siebie, o tym, że ktoś strzela do niego z karabinka snajperskiego, jak do Kenediego. Albo że ginie w ataku bombowym, może nawet że wróg zestrzeliwuje jego samolot. Ale nie tak, w tym cholernym białym trabancie!

— Widzisz ten zakręt? — wyrwał go z rozważań Gustaw. — Nigdy już z niego nie wyjdziemy! Tam, patrz, przy tych barierkach, będzie Twój koniec!

Miejsce, które wskazał zbliżało się z wielką prędkością.

— Czekaj! Mama nie wiedziała, że się onanizowałem. Jak ja się jej teraz pokażę w Niebie? — zaszlochał jak dziecko Prezes i rzucił się na Gustawa próbując w ostatnim zrywie wyrwać mu jeszcze kierownicę.

— A gówno mnie to obchoooo … — zaczął krzyczeć Gustaw, ale zagłuszył go trzask rozrywającej się karoserii i okrzyk „kurwa”, który jeszcze zdążył wydać z siebie Prezes. A potem była już tylko cisza.


Brak komentarzy do “Trabant biały”

Komentuj





  • Rozrywka

    Trabant biały

    Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia. Gustaw Milion, niedoszły historyk, stał właśnie w kolejce po papierosy do kiosku Ruch. Kolejka nie była...

    14 stycznia 2016 | Więcej
  • Rozrywka

    Dominika

    Ogród Eden.  Jan Brueghel the Elder and Pieter Paul Rubens. Wikimedia. Na początku był Bóg. I rzekł Bóg, niechże teraz będzie jeszcze coś. I wydzielił Bóg z...

    12 stycznia 2016 | Więcej