TTIP — umowa handlowa USA-UE — zagrożeniem dla demokracji


Flagi USA i UE. Komentarz24.
Flagi USA i UE. Komentarz24. 
  • Komentuj
  • Drukuj
  • Podziel się

Istnieje realne zagrożenie, że na mocy negocjowanej właśnie umowy handlowej pomiędzy USA i UE Transatlantic Trade and Investment Partnership amerykańskie korporacje będą mogły pozywać państwa członkowskie UE o miliardowe odszkodowania przed trzyosobowymi trybunałami, których orzeczenia mają być ostateczne.

(Dołącz do strony na facebooku, której celem jest monitorowanie TTIP.)

W dniach od 11 do 15 listopada odbywa się druga runda negocjacji umowy handlowej pomiędzy USA i UE Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP). Ma ona w założeniu stworzyć strefę wolnego handlu pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, zlikwidować bariery regulacyjne, ujednolicić przepisy. Jednak podobnie jak w przypadku ACTA opinia publiczna nie jest informowana w sposób wystarczający o przebiegu negocjacji. Media nie przejawiają zbytniego zainteresowania tą sprawą. Tymczasem powinien to być zdecydowanie temat numer jeden, wyprzedzający przeciągające się w nieskończoność analizy Marszu Niepodległości i skutków spalenia budki przed rosyjską ambasadą. Należy pamiętać, że TTIP będzie musiała być tylko ratyfikowana przez Parlament Europejski, i najprawdopodobniej parlamenty krajów członkowskich, co oznacza pominięcie zwykłej drogi legislacyjnej, którą przechodzą ustawy — konsultacji społecznych, prac w komisjach, ponownych czytań. Będzie natomiast stanowić prawo nadrzędne wobec ustaw krajowych oraz będzie mogła być bezpośrednio stosowana w sądach — to gwarantuje nasza konstytucja (Art. 91)

Jednym z konkretów, które budzą moje obawy jest włączenie w umowę tzw. ISDS czyli Investor-state dispute settlement. Polega to na stworzeniu możliwości prawnej dla zagranicznych inwestorów, aby skarżyć całe państwo w przypadku podejrzenia o złamanie jakiegoś punktu umowy przed międzynarodowym trybunałem (składającym się zwykle z trzech sędziów) z pominięciem wewnątrz-państwowej ścieżki prawnej. Trzech ludzi — jeden wyznaczony przez państwo, jeden przez inwestora i jeden „niezależny” będzie mogło zadecydować, czy dane państwo winne jest złamania umowy. Konsekwencją tej decyzji będzie zaś obowiązek wypłacenia pokrzywdzonemu milionów a czasem i miliardów dolarów. Trzech ludzi będzie dokonywało, dodatkowo w sposób niejawny, oceny działalności instytucji państwa, będzie odmierzało interes jego obywateli i inwestora, a od ich decyzji nie będzie możliwości odwołania. Takie trybunały funkcjonują już choćby w ramach NAFTA. Bywa, że w przypadku gdy państwo chce chronić swoich obywateli przed szkodliwą działalnością danej korporacji, jest pozywane i narażane na olbrzymią karę finansową, za spowodowanie rzekomych strat. Jak działa to w konkretnych przypadkach? Podczas kryzysu finansowego, w odpowiedzi na wielkie niezadowolenie społeczne, Argentyna zamroziła rachunki za wodę i energię. Została za to zaskarżona przez międzynarodowe firmy i w efekcie musiała wypłacić ponad miliard dolarów odszkodowań. Podobny los spotkał El Salvador, który po burzliwej debacie społecznej, chcąc chronić ujęcia wody pitnej odmówił zgody na wybudowanie sporej kopalni złota. Kanadyjska firma domaga się przed wspomnianym trybunałem 315 mln dolarów.

Dlaczego ISDS mągą być tak groźne dla demokracji? Można przecież argumentować, podobnie jak czyni to oficjalna strona Komisji Europejskiej, że inwestorzy mogą mięć trudności w dochodzeniu swoich praw przed sądami państwa, które jest stroną w konflikcie. Problemem jest przede wszystkim pominięcie systemu prawnego danego państwa. A system ten zawiera w sobie całe bogactwo przeróżnych zabezpieczeń, które wyewoluowały w toku dziejów. Zauważmy, że w przypadku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu przed którym obywatel może skarżyć państwo, musi zostać najpierw wyczerpana ścieżka prawna, którą dane państwo oferuje. Dopiero wtedy obywatel jest uprawniony do założenia skargi w Trybunale. Ponadto, w tym przypadku to pojedynczy obywatel, który jest stroną słabszą – ma możliwość obrony przed niesprawiedliwością, która spotyka go od strony machiny państwa. W przypadku wielkich korporacji mamy bardzo często sytuację odwrotną. To one są stroną silną i to przed ich zachłannością państwo często musi bronić swoich obywateli. Dlaczego więc podmiot silniejszy ma mieć większą swobodę w skarżeniu państwa? Dlaczego, w przypadku korporacji, dochodzenie swoich racji ma odbywać się  z pominięciem prawa państwowego? Podmiotom wielkiego biznesu nie można nadawać prerogatyw państw, ponieważ nie są one strukturami demokratycznymi. Państwa też kiedyś nimi nie były. Rządził silny władca przy pomocy wąskiej grupy najbogatszych, a jego zwykli poddani pracowali na utrzymanie całego systemu. Można powiedzieć, że były to swojego rodzaju korporacje. To wszystko już więc było i na drodze pewnej ewolucji ludzie dopracowali się rozwiązań, które zapewniają więcej sprawiedliwości. Gdyby stało się tak, że wielkie międzynarodowe firmy „wygrają” z państwami, to one będą organizować porządek społeczny i obawiam się, że możemy wrócić właśnie do stosunków feudalnych. To silne nowoczesne państwa muszą bronić obywateli, i ciągle jeszcze dzisiaj bronią, przed powrotem epoki feudalnej, muszą wymuszać demokratyzację wielkich firm — i robią to przez odpowiednie prawo np. ustawy antymonopolowe, kodeksy pracy itp. Mogą to jednak czynić dlatego, że zostały odpowiednio „ucywilizowane” przez wiadome nam procesy historyczne i ciągle mają wystarczająca do tego siłę oddziaływania. Gdy państwa same były w epoce feudalnej, nie istniały na świecie podmioty zdolne do skutecznej obrony interesów najsłabszych przed wyzyskiem bogatych. Jeżeli dopuścimy do zbytniego osłabienia państw demokratycznych, te czasy po prostu mogą wrócić.

Coż więc możemy zrobić w sprawie TTIP? Przede wszystkim my jako obywatele musimy naciskać na jawność kluczowych dla nas punktów negocjacji. Jeżeli o sprawie zrobi się głośno możemy mieć nadzieję, że w ostatecznej formie umowy pomiędzy UE a USA znajdą się zabezpieczenia, które będą nas chronić. Mogłoby to być np. dodanie konieczności przejścia całej drogi prawnej dostępnej w danym państwie zanim będzie można złożyć skargę w trybunale. Być może w celu zwiększenia przejrzystości należałoby stworzyć stałą instytucję arbitrażową na kształt Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Możliwości jest wiele. Najważniejsze abyśmy byli cały czas świadomi co się dzieje i nie dali się zaskoczyć, jak to się niemal stało w przypadku ACTA. Wspomniane zagrożenie nie jest jedynym związanym z TTIP, na podstawie przecieków można domniemywać, że w niebezpieczeństwie może znaleźć się europejskie, stosunkowo rozsądne, prawo patentowe oraz kwestie związane z prawami autorskimi, które USA może starać się dołączyć do umowy. Bądźmy czujni!

Informacje na temat stosowania ISDS na świecie

(MW)


Brak komentarzy do “TTIP — umowa handlowa USA-UE — zagrożeniem dla demokracji”

Komentuj





  • Rozrywka

    Trabant biały

    Trabant 601 Estate. Charles01. Wikimedia. Gustaw Milion, niedoszły historyk, stał właśnie w kolejce po papierosy do kiosku Ruch. Kolejka nie była...

    14 stycznia 2016 | Więcej
  • Rozrywka

    Dominika

    Ogród Eden.  Jan Brueghel the Elder and Pieter Paul Rubens. Wikimedia. Na początku był Bóg. I rzekł Bóg, niechże teraz będzie jeszcze coś. I wydzielił Bóg z...

    12 stycznia 2016 | Więcej